JA MATKA

Macierzyństwo non-fiction

macierzynstwo non-fiction
Macierzyństwo non-fiction               kwiecień 2016
To jest post, nad którym myślę od dawna. Prawdę mówiąc już robiłam do niego podejście, ale trochę się przestraszyłam, bo wielu osobom to może się nie spodobać. Jakoś wówczas się tym przejmowałam, a teraz?
Hm, myślę że dobrze jest POWIEDZIEĆ PRAWDĘ, a to przecież mój blog ;).

Macierzyństwo. Kreowanie idealnego wizerunku w mediach, wśród znajomych. Przechwalanie się czyje dziecko co potrafi- taki trochę konkurs nie? Nigdy nie zapomnę wizyty u mojej znajomej, która na każdym kroku mnie strofowała:

-Nie dajesz jej tego do jedzenia? Ja daję -i tu lista samych zdrowych składników.
– Nie słuchacie wierszyków?? Przecież dziecko trzeba bodźcować!
-Nie powiesiłaś na ścianach literek?! To już jest za późno.. ( Mała Zu miała wtedy 3 lata).
Wyszłam od niej jak zbity pies. Potem się ogarnęłam i pomyślałam, że chyba nie chcę jej więcej odwiedzać. Basta.

Jak byłam w ciąży wiedziałam, że będzie ciężko i tak dalej. No wiadomo dzieci nie śpią, płaczą.
Jednak zrobiłam sobie w głowie taki „idealny obrazek” jak to będzie. I tu klasyka gatunku: dam sobie przecież z wszystkim rade!!. Dziecko będzie zadbane i szczęśliwe, ja uśmiechnięta ze zrobionymi paznokciami i bez  odrostów. Oprócz tego przecież będę na bieżąco z tym co się dzieje w świecie itd.

Przez wiele miesięcy potrafiłam zwlekać się o 7 rano z łóżka (przy nie przespanej nocy), czy trzeba było czy nie trzeba, żeby doskoczyć do tego mojego idealnego obrazka. Pamiętam, któryś dzień o tej 7 rano, pod prysznicem  dostałam drgawek  i zawrotów głowy, ze zmęczenia.

Potem zaczęłam chorować, moje ciało się zbuntowało. Zaczęłam odwiedzać lekarzy, aż jeden mi powiedział :

-Musi pani odpocząć.
Okropnie się na niego wkurzyłam.
-Odpocząć?! Jak to odpocząć?? Przecież ja mam dziecko- i poszłam sobie.

Trwało to i trwało. Jakaś taka zrobiłam się  elastyczna, chciałam być dobrą żoną więc też rzadko kiedy mówiłam, że coś mi nie pasuje.  Jednak z czasem to zaczęło zmieniać się w takie „cegiełki” nie wypowiedzianych nieporozumień między mną a tatą Małej Zu.

Pamiętam, że nawet napisałam  post „O kryzysie związku plus jeden”
Zauważyłam, że wiele par przez to przechodzi.
Teraz już wiem, że każdy musi znaleźć swoje miejsce w nowym układzie. Słowo partnerstwo, jest tu bardzo ważne.

 

macierzynstwo non- fiction

Moja cierpliwość pewnego pięknego dnia po prostu się skończyła. Miałam ochotę roztrzaskać całą zastawę jaką mamy.
Doszłam
do wniosku, że balansuję na linie. Jestem pełna skrajnych emocji i zaczynam ocierać się o szaleństwo. Myślałam o sobie, że jestem
najgorszą matką świata, że po prostu nie nadaję się do tej roli.

Mała Zu jest najlepszą córką jaką mogę sobie wyobrazić. Mamy ze sobą niewiarygodną więź. Czuję do niej PRZEOGROMNĄ MIŁOŚĆ, ale  przyznam się, że czasem naprawdę jej nie cierpię.
Przez te sześć lat miałam kilka takich momentów kiedy chciałam  UCIEC, tak naprawdę UCIEC NA KONIEC ŚWIATA. Od tego poukładanego życia, tych nie kończących się obowiązków, tej listy zadań do zrobienia.
Tak strasznie tęskniłam za mną wcześniej, za beztroską dziewczyną bez problemów. Miałam poczucie, że zmieniłam się w zrzędę z wiecznie wykręconą ze złości gębą.

Macierzyństwo było dla mnie wielkim poświęceniem. Stawianiem siebie na końcu kolejki w różnych sytuacjach. Rezygnowanie ze swoich potrzeb, marzeń. Jednak żeby było jasne, nie robiłam tego z uczuciem, że coś muszę. Ja tego chciałam. Tylko czemu potem było mi  tak źle?

To wszystko to wspaniałe, bogate doświadczenie. O słodko- gorzkim smaku. Czasem nawet bardziej gorzkim.
Denerwuje mnie ten infantylny i cukierkowy wizerunek w mediach jak to jest wspaniale.
Jest wspaniale, ale czasem i STRASZNIE. I to, że tak czujemy jest NORMALNE. To cały wachlarz emocji.

Od kiedy zostałam mamą jestem o niebo lepiej zorganizowana. Udaje mi się realizować moje pasje. Myślę, że nawet robię dużo więcej niż kiedyś.  To da się zrobić tylko trzeba znaleźć BALANS.
Równowagę, ustawić sobie priorytety i nie przejmować się bzdetami.

I przede wszystkim DBAĆ O SIEBIE. BYĆ DLA SIEBIE DOBRĄ.
To wszystko.

p.s To jest chyba najdłuższy tekst w ciągu tych prawie 6 lat!

Poprzedni Next Post

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Odpowiedź Pola Lubera 24 stycznia 2016 at 21:22

    Madzia rzadko tutaj zaglądam bo… LOL jestem zapracowaną Mommy of two, która prowadzi dwa blogi i ma miliard rzeczy na głowie, i bardzo bardzo cie chwalę za szczerość i to co napisałaś. Ja doszłam do wniosku że macierzyństwo wykreowane na ideał jest dobre dla kobiet które potrzebują takiego wizerunku np. w pracy. I stylizują swoje mikroskopijne dzieci, dobierają kolorystycznie zabawki, robią sobie z nimi uśmiechnięte selfies, mimo że nie zawsze jest im wesoło… bo taki jest PR. Wszystko można zrobić, ogarnąć (fryz, paznokcie i zadbane dziecko) ale zazwyczaj trudno to zrobić bez pomocy kogoś i bez dużego budżetu (niania, sprzątaczka, manikiurzystka kosztują). Nie oglądaj się na innych, ale rób swoje. Współczuję ci natomiast jeśli otaczają cię takie perfekcjonistki, ja bym nie wytrzymała 🙂 Aha i pamiętaj, że ludzie mają różne priorytety. Jeden za punkt honoru ustawia sobie szybki powrót do formy po porodzie (przez formę rozumiem zarówno figurę jak i gotowość do imprezowania). Innym zależy by realizować RB, długo karmić piersią itd. Dzieci też bywają skrajnie różne, jedne dają pożyć, inne są HNB. Mnie przy drugim dziecku jakoś łatwiej przychodzi ignorowanie uwag innych mamusiek, w ogóle rzadko ktoś po mnie "jedzie"… musisz być chyba bardziej pewna siebie, girl! Masz super córkę i fajnego, naturalnego bloga który pokazuje prawdę. Ściskam!

  • Odpowiedź Magda Pałkus 25 stycznia 2016 at 13:54

    Pola dziekuje!! w ogole widzę, że ten post jest bardzo dobrze przyjęty i wiele dziewczyn się ze mną zgadza. Bardzo bym chciała, żeby dziewczyny unikały moich błędów i wierzyły w siebie. Lol!! <3

  • Odpowiedź Monika Kampczyk 2 lutego 2016 at 16:51

    Każdy musi odnaleźć siebie w macierzyństwie i nie patrzeć przez pryzmat schematów innej mamy, bo można oszaleć szybciej, niż nam się wydaje..

  • Odpowiedź www.babownia.pl 5 lutego 2016 at 16:12

    Magda, wiele kobiet czuje to co Ty bo nasze dążenie do bycia wspaniałą matką i żoną jest zaprogramowane przez rodziców, szkołę, cywilizację, nawet religię. Zaprogramowane wyruszamy w macierzyństwo i chcemy być idealne. A tutaj KURCZĘ nie da się być na 100%. Ja już piszę z perspektywy mamy 3 dzieci. O tym jest mój stary post: http://babownia.pl/sama-zrobie-to-najlepiej/. Tutaj napisałam wszystko co myślę o byciu idealną.

  • Odpowiedź Magda Pałkus 7 lutego 2016 at 19:29

    Zaraz z chęcią wpadnę do was dziewczyny! Myślę, że trzeba poważnie potraktować słowa 'bycie dla siebie dobrą" 🙂

  • Twój komentarz