JA MATKA

Dyscyplina jak w wojsku czyli bycie mamą

Od kiedy zostałam mamą mój szacunek dla innych mam, zwłaszcza tych wielodzietnych wzrósł o 100 procent. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki to jest wysiłek, niby każdy o tym wie, ale póki się tego nie poczuje na własnej skórze to tak naprawdę nie wiemy o czym mówimy.
Zajmowanie się dzieckiem samo w sobie jest cudowne, przynajmniej w moim przypadku- mała Zu jestes super! Oprócz tego logistyka utrzymania domu w posadach: żeby było czysto, poprasowane, ugotowane. Trzeba pamiętać  o praniu, o spacerach z psem,czystej pościeli, wyparzonych butlach.
Poza tym  czas na rozrywki intelektualne:jakaś prasa, książka, bo dobrze jest z mężem czasem porozmawiać o czymś innym niż dzidzia, czy o tym kto co musi zrobić.

Tak, taka mama to musi być niezły manager. Oczy dookoła głowy.
Ale,ale wracając do konkretów. Pod koniec ciąży  wpadłam w stan tzw gniazdowania. Wypucowałam najmniejszą nawet szufladę,wyrzuciłam połowę mieszkania-co by miejsce zrobić i przestrzeń. Naszło mnie takie uczucie,że przez te wszystkie graty kolekcjonowane przez lata brakuje tlenu w moim domu.
To jeszcze nic, na przyjście dzidzi zrobiłam zapasy kulinarne na dobre pół roku do przodu. Świadomość, że mam 5 rodzajów makaronu ,10 konserw tuńczyka , kasze,ryże itp dawała mi jakiś taki psychiczny spokój.
Mąż się śmiał, że szykuję się jak na wojnę. I coś w tym było.

Mieszkanie wypucowałam, zapasy zrobiłam i obmyśliłam jak tu się dobrze zorganizować w pomoc tuż po porodzie.
I to był świetny pomysł! Mama gotowała lekkostrawne obiady, pani do sprzątania raz w tygodniu pomagała mi ogarnąć ten huragan który  zapanował w pierwszym miesiącu. A ja mogłam spokojnie poznawać moją córkę, zwalczać burzę hormonalną i przyzwyczaić się że moje życie się zmieniło. Zmieniło na lepsze.

Poprzedni Next Post

You Might Also Like

Brak Komentarzy

Twój komentarz