Browsing Category

JA MATKA

JA MATKA

Mańkut. Czy ktoś jeszcze tak mówi??

Jestem w naszym okolicznym warzywniaku. Obok stoi młoda matka z córką.
Dziewczynka jest w wieku podobnym do Małej Zu. Matka jest wyraźnie poirytowana (rozumiem, sama często tak mam). Słucham co mówi (nie da się inaczej 😉 ).

-Zostaw już te ogórki! (mała nakłada ogórki kiszone do torebki). Zostaw je! Nie umiesz nakładać!  Co ty nakładać nie umiesz?! i lewą ręką? LEWĄ RĘKĄ? CO TY, JAK JAKIŚ MAŃKUT!!!

Wszystko to  powiedziała takim tonem, jakby była to naprawdę NAJGORSZA rzecz na świecie.

Powiem szczerze, że trochę mnie zatkało. Wydawało mi się, że słowo „mańkut” już nie funkcjonuje.  Nie mówiąc o tonie wypowiedzi. Wymownie zaczęłam się na nią gapić, zignorowała mnie koncertowo. Zabrakło mi odwagi na jakąś werbalną, sensowną odpowiedz.

Przeszłam tylko ostentacyjnie obok, trzymając dwa jabłka w LEWEJ ręce.
Tak, poczułam się osobiście urażona.

To w sumie śmieszne, że przejmuje się takimi głupotami ;).

JA MATKA

Dlaczego mnie tu ostatnio nie ma?

Chciałabym wam przedstawić moje nowe „internetowe dziecko”, które jest sprawcą braku czasu na przyzwoite posty na jestemmama.

Nie jest tak, że u nas nic się nie dzieje. O nie, nie. W głowie mam kilka ważnych tematów, które czekają na swoją chwilę (np. jak to jest podróżować daleko z przedszkolakiem- moje refleksje, napady złości- i co z nimi robić? (mamy, czy wasze przedszkolaki też  AŻ tak  mają?!) i jeszcze kilka innych.

A tymczasem przedstawiam wam  saladbooka.
Możecie tam  znaleźć  łatwe i całkiem udane (według mnie oczywiście 😉 ) sałaty, pasty na kanapki, smoothies i inne. Wszystko to, co chodzi mi po głowie i co testuję też na Małej Zu (z większą bądź mniejszą aprobatą) ;).

 www.saladbook.com.pl

JA MATKA

Minimalizm w życiu codziennym

minimalizmy w szafie, minimalizm w życiu codziennym, za dużo ciuchów

Robiłam porządki w szafie Małej Zu i okazało się, że ma około 30 par spodni!! Co za przesada!
Dodam, że ona nie chodzi w spodniach prawie wcale..

Rozmyślam też ostatnio dużo o idei minimalizmu.
O tym, jak wiele ma się rzeczy, których tak naprawdę wcale nie potrzeba. Nad gromadzeniem.
Małymi krokami wprowadzam zmiany w nasze życie. Moja szafa została już ogarnięta, zabrałam się za Zu.
Jak widać na załaczonym obrazku, w ostatniej chwili… 😉

JA MATKA, PODRÓŻE

Reisefieber,czyli lęk przed podróżą ( w skrócie)

przedszkolak jedzie na wakacje, mama i czas dla siebie

Mała Zu wyjeżdża na wakacje, na dłużej niż rok temu. Bez mamy. Obie tak naprawdę to przeżywamy.
Ja, jestem pełna sprzecznych uczuć: tęsknoty za nią i jednocześnie radości z czasu, który będzie tylko mój ( nie będę tego ukrywać).

Dziś rozmawiałyśmy o tym, co to jest reisefieber. Tłumaczyłam Małej Zu, że to taki stan zdenerwowania, lęku który czasem mają ludzie (np. babcia 😉 ) przed podróżą.

-Ja wczoraj miałam reisefieber- mówi Mała Zu
-Taak? Dlaczego?- pytam.
-Bo bałam się, że mnie zapomnisz..

Zatkało mnie. Wyjaśniłam, że nigdy, przenigdy coś takiego się nie stanie. Ja, jestem jej mamą a ona moją córeczką i nigdy o tym nie zapomnę.

JA MATKA

Matka na krawędzi

Mała Zu ostatnio zaczęła się kłócić.  Stała się, powiedziałabym nawet „wyszczekana”. Moje „karty”, które do tej pory działały, kary np. dziś wieczorem nie będzie czytania bajki, przestają działać. Odpowiada mi na to ” dobrze, dziś chcę karę, nie chcę bajki”- na co oczywiście nie wiem co powiedzieć i naprędce wymyślam coś innego.Zacznijmy od początku. Wstajemy, dzień zaczyna się spokojnie i miło. Ja jestem oazą spokoju. Jak jest niegrzeczna to tłumaczę, jestem wierna zasadzie „to człowiek i tak go traktuj”.
Jest popołudnie, ja nadal staram się wyjaśniać,  ale czuję że moja anielska cierpliwość zaczyna się chwiać.
Przychodzi wieczór, a ja nie dość, że dostaję szału, to czuję się na granicy totalnego obłędu.Mam wrażenie, że te tłumaczenie/gadanie/wyjaśnianie to pic na wodę. Nie wiem jak postawić granicę między mną a Mała Zu, żeby nie naginała mnie do momentu  w którym pękam.
To jest  bardzo trudne doświadczenie.

Jak sobie radzicie z krnąbrnymi, nie słuchającymi nic a nic dziećmi?

 

JA MATKA

Odstawienie- czyli jestem wolnym czlowiekiem

Juz gdzies pisalam ze tak naprawde zaprzestanie karmienia bylo MOIM  problemem. Jakos tak sie stalo ze w koncu poczulam wiez o ktorej tyle sie slyszy a w ktora jakos nie wierzylam. Poczulam i nie chcialam zrezygnowac, bliskosc, mama-dziecko.

Czas mijal a ja decyzje o zaprzestaniu przeciagalam, sama sie na siebie denerwujac ze tak to rozciagam. NIie ukrywam ze moj organizm bardzo ucierpial na tym wszystkim, odpornosc poszla w dol. Mowiac wprost bylam niezle ” wyjedzona”.

Trafil nam sie wyjazd we dwoje i to byl najlepszy moment.  Po dwoch dniach nie chcialam wracac do tego co bylo, skoro mala Zu juz swoje przezyla.
Na poczatku budzila sie w nocy i bardzo plakala, butla szla w ruch, ale bardziej chodzilo  o przytulanie, glaskanie po glowce, spiewanie. O poczucie bliskosci. Z nocy na noc bylo coraz lepiej i juz koniec.Jest po wszystkim.

Minal ponad tydzien a my dzis przespalysmy cala noc.
Jestem z nas cholernie dumna.

JA MATKA

Czasem ciężko być mamą

Dzisiaj o mnie, mamie.
Kocham swoje dziecko nad zycie i bycie mama jest dla mnie wielka radoscia, ale sa takie chwile jak dzis,
ze ucieklabym na koniec swiata!

marze o swietym spokoju,

JA MATKA

Przemyslenia

Bylysmy dzisiaj z mala Zu u znajomej- mamy 2letniego chlopczyka.
Wizyta byla bardzo mila, ale..
naszly mnie pewne przemyslenia. Czy aby na pewno jestem dobra mama??
Kolezanka na kazdym kroku wykazywala sie wiedza, lyzki metalowej nie mozna gryzc bo cos tam, owoce najlepiej naczczo, bajki do sluchania na kazdym kroku, zabawki edukacyjne-WSZEDZIE!! ( kilka pozyczylam;) ), tel komorkowy i piloty to siedliska bakterii  (wiem,wiem),
tego nie mozna a to musi byc!aa i powinnam mala Zu bardziej bodzcowac.

Ja, owszem czytam malej Zu-czasem, puszczam tez muzyke-ale nie ograniczam sie do pana TikTaka, jest tez Air, Radio Pin, Pink Floyd, Tricky itp
Jesli chodzi o bakterie to moj caly dom to niezle siedlisko, wiec tel kom nie robi na mnie wrazenia ( sprzatam owszem, ale mam psa ktory gubi siersc na potege!).
Wydaje mi sie ze mam dobre podejscie, bez spinania,ale moze jestem zbyt niefrasobliwa??
Moze powinnam sie jednak podedukowac?
Poki co, Zu rosnie ladnie i wydaje sie calkiem zadowolona;)

JA MATKA

Nasze wieczory

O 19.15 Zu idzie sie kapac (nie sama, Maz  sie tym zajmuje- poprosil o  uscislenie). Ja w tym czasie uwijam sie: sciele lozko, robie kasze, przygotowuje akcesoria: pizamka, pielucha, Linomag, Frida-niecierpie!! i gadzety ktore zajma juz zmeczone i rozsierdzone nieco dziecko.

Po kapieli dostaje Pioruna w reczniku ( od Meza;)), musze dzialac szybko, bo kazda zwloka napina  nerwy malej Zu.
Zakladam pieluche, po drodze zabawiajac Zu zeby nie ruszala sie przez chwile.
Zaczyna sie poplakiwanie i pokrzykiwanie, miedzy tymi odglosami zakladam body. Uff.
Zu usiluje uciekac. Lapie ja za noge i staram sie  wsadzic w spiochy. Jest wrzask.

Spiochy ubrane, czyszczenie nosa-to juz wyzsza szkola, jedna reka operuje Frida, druga trzymam rozzloszczone rece Zu. W koncu jakos sie udaje.
Teraz sama przyjemnosc, butla.
Powieki staja sie coraz ciezsze,. Dzidzia zasypia.

Ostatnio zmierzylam czas. Czesc pierwsza trwa piec minut!  Jestem mistrzem.:)

JA MATKA

Pierwszy raz bez mamy

Od jakiegos czasu marzyl mi sie wyjazd, na jedna noc, nie musi byc daleko.
Marzylam o totalnym relaksie, chwili w ktorej nic nie musze, ze moge lezec w lozku czytac prase, pic dobre wino, byczyc sie i przede wszystkim wyspac.

I taka noc niedawno miala miejsce. Do mojego relaksu dolaczyla jeszcze jedna mama i jedna przyszla mama. Pojechalysmy  pod  Warszawe, miejsce w rozsadnej cenie, bez specjalnych szalenstw, ale kilka masazy wzielam:).
Bylo cudownie, oprocz tego ze masaz tybetanski to nie jest relaks a  totalne zakwasy pozniej, gadalysmy, pilysmy wino i o to chodzilo.

Nie bede ukrywac ze tak totalnie nie myslec co w domu nie umialam, co raz zerkalam na tel, czy nie ma jakis sms i naglych polaczen. W sumie tez stesknilam sie co tu ukrywac ,wyobrazilam sobie scene jak wchodze do domu, wolam Zu a ona rzuca zabawki, rozposciera ramiona i wola mama!

Przyjechalam, staje w drzwiach,wolam Zu! i co? i nic, Zu zerka na mnie, usmiecha sie w przelocie i tyle.Wrocila do zabawy, chyba w ogole nie zauwazyla ze mnie nie bylo.
No coz nie byla to moja scena.

Pies za to  bardzo sie ucieszyl;).